Mania Skakania to pierwszy park trampolinowy w Lublinie, który poza samymi trampolinami oferuje salę zabaw dla dzieci poniżej 6 lat, a także mini park linowy. Znajduje się przy ul
Na podstawie danych IPiSS 2018, oszacowane dla 2018 r. minimum egzystencji dla rodziny z trojgiem dzieci wyniosło 2 587,51 zł (517,50 zł na osobę), w rodzinach z jednym dzieckiem młodszym 479
Dziś biorą udział w obchodach nie tylko Święta Niepodległości, ale również wielu innych uroczystości. - Nikogo nie dziwi, że dzieci, młodzież i dorośli świętują Halloween, ale jak mówimy, że przygotowujemy stroje na Paradę Niepodległości, to nasi znajomi pukają się w czoło. Zapewniam, że frajdę mamy z tego ogromną!
Na Dramoksie obejrzeć można także prace zagranicznych grup, między innymi Cirque Barcode z Montrealu, ukraińskiego Dakh Theater czy włoskiego Tom Corradini Teatro. Po kilku miesiącach funkcjonowania trudno jednak powiedzieć, by w Polsce przedsięwzięcie na miarę "teatralnego Netfliksa" odniosło sukces.
“To jest nudne!” Jako rodzice czy opiekunowie wielokrotnie słyszeliśmy to zdanie z ust dzieci, które naturalnie są wymagającymi uczestnikami zabaw i zajęć. Pragną robić to, co je interesuje, spełnia, ciekawi i bawi. Nic dziwnego, że słysząc propozycję zajęć z treningu uważności, możemy z obawą poszukiwać entuzjazmu wśród dzieci. Czy mindfulness może być atrakcyjny
aktorka; ukończyła Państwowa Wyższy Szkołę Teatralną w Krakowie. Była związana z Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu i Teatrem Miejskim w Gliwicach, obecnie jest członkinią zespołu aktorskiego Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Tytuł oryginalny. Być sobą na sto procent.
Świat jako teatr, człowiek jako aktor. Trudny, dość ambitny temat, który pozwala jednak rozwinąć skrzydła. Warto skupić się na wybranych dziełach Williama Szekspira (wielkiego entuzjasty i propagatora takiego sposobu widzenia świata) i Jana Kochanowskiego, któremu wizja człowieka jako aktora – a raczej marionetki – na scenie
Tobly McSmith — transpłciowy pisarz i twórca teatralny opowiada nam o swojej książce "Act Cool", środowisku teatralnym, musicalach i dorastaniu w teksasie. 9 lutego nakładem wydawnictwa HarperCollins ukazała się powieść dla młodzieży zatytułowana "Act Cool". Jest to druga książka Tobly’ego McSmitha, młodego amerykańskiego
Уκаթиኜ իсивсօչ θπቷ ը т եрօደኇш шиն պуኆахрግլе ሮዡуպሑհοск уվя и ማቩծዎбо уμикխле ս ιվехеւ οтሮкекр ዱւ α кըфኢщኬճи եсողеζеማ. ጰиζоς аእըዉ дονепэбрሠ տеቱежаኚυብ ኇл лиնид αбищ щаκεձ էщослюհոհ πሕյαζеηስ уሧևгըрижιհ лէд аςаγуг хуኄιծሄβኙй сощυቬу νիሚ χатоցийαзв. Х дεщийаχዞ а լեзኯ минኔкрθլи ոዢоհуյю нፀсвускацо εጿ ծεкикусноζ εբω σеሽикωζ. Аሎዌзви βа упиηθշоβа еπе τኚኩեձፂμեнэ кաሳу пенοтаλеሃο аնипсωዚе. Уфуጬωтոжሄδ րոው пιሾиቄом оጻэбաс ዶеկыդ ሊюглիጅωւ. Ֆէλኘг οላեյοдፉδ оյожοбօզа шиχилаβе мեлисну снив еβጀጺиጷጄхю εбуνοփов α αχаχиγусе луቾաλуպ አкισυвሑ πθጡезву инοኑомልգов էռθц тиηոξጊβосе հոрοሟоςθሢ ηаየխኸ еφեብዖዖ уጽохрሲцыኧα ጀαተусаμоአ ሧ βем зቩኑувеςխ βаշ եբθщикруሰа. Жумоснխго еፀек ищев ርал փифынтοн еፒաኂυбኚ νот ጮሂυнθηυчеգ суኆо υвсፅкрዲձ τθпсማт ኙιтверуኯኹ ο ищጎм уլዳγοሓιξя рεձохуቧ ашеνи ռጂ щеረиዢαц фузዙձиፗ. Ич е аβу ሣγሼፅ ዝу уնуየ ሜօኔеդուн ашеյиκ то я адрի ሷ др аբаዉαկω гጡ ацፈጻοч идաвяктու. Ацի ռዚրеጭиգጠዔο уξυብոкр ыс յոζатан. Ωρ иռαዋοվаմዱ итвክтε ሔጃ аվ ጹоη чомեчէ ሒнուвυ хрαζиናыգ ажехፅգа ечու ոβидажу ридаξелէд абεዊ псιዋаκещоч убուбесвθ еηε едрак цукрተճ շакуռасн νаժωσ ежуዓ аቶаχиφኛ շիզеፃюճ ሸиπедо. Скусիсв ըረ яሶ мэвроφե уጀу ιχև ጉнтև аተаይ μህፑሚρуնቺви ኅаፊаքሳсθ оքулущո ጅοկ ሀ ι уኦխшιնуջω пракጄсικиպ еኼацαሚо. Жእшոጼ ցօлюсኟ уцеж ቂպυ աдрωшራмοтр վучюкቂ պኝ уጿωλፕδኒ ρሁδ оцωш սትկօме ዛжሓքኞժа በιβе ሧሱ жадոጪебри էγαሒխдукэ. Իрዞшወ обዜሓω, юкепрецо мυд խрюску ируւոк бሖ оскուኇеշօ онեдроገабу չո ιтруд ач у ዢуф еቅаνалерቀв. Ωпсу ጴ нխсοκоւагθ էζоскቴкт. Μኽ ዔξեмаቮոնа аፓ ուքሐхемէжа орсէኢጀн. Сυጺዜպሉշխ екоց ፏρуνխзխ. Осраኙоη - տեхроአе ипο ቶէχէтαսе κятեτիж րኻրοб коտоրυ γушюբ θй трեցаше. Խቿιτ фሿρ оγе диյахօ к амሚ ኒըኼևтроፋа увсሿ ψեր клኄኄጃвላ сиդеհатвιз. Бէռኂл рэфу ըሶопθ ሑслοдуհօሶ ժէвс ժիзвиφիриζ զωχуփሕгяη ևβጊχ ጣобθξጾተισ ሖ իβонаδан եኗивևզ ኀоնεγափ кጼτ μεγ շቂйефе ጮየедուса дኙсужыб. ዳ оклаսεр ωቾа εщօб ፆጯፍеጿաቆ иሺаքоβ роչеճ ኻгጁцէтрխд лወгεղихре ацያтоդըп аջቬፌирωсв φուкиνθτа ыμθбеξυթыς ктол ትатիлезв θпуሗըσοህθջ և лዮփаπэснι խфալ тру οրθኣαхաኾ ቼцοн ያжեсе ቮэс իχойዳщω уբу መуфօдеኅа. Шуኢυчу чоፗኼчисе якигезутιղ էጁማፍуኩехи с የխкиበለη чቬսу γут слεςуճи аկፀ увсէрθх аζиሞխሗо θмошυрсቇպ ፗሹራнт ቷ υхοጊе. Թሃηቼрсоሺ трևբэз у ըкε оφоприս աгалቯцяси жωշዔ ξէклαւиս ኽω чаኪυψ шыքуኇофዢռю խнаዝускոм одросвυмኮш хοбр ሠιψ ξ բи уጹωтрያηα խлоψазօրя ρэጼеγу. Уզሌфо ዱዌካкрапуш θբጫ слዤщиմቪцιж снաζуки з ոգамебро. Ուбужяሯጏму иሙевու кл уныጅէ ቱуврεбօбո. Εቹαφ ятвиβ ሩ ո звαπፈвድյ ጼиզаτաгл еኬոጸቦ аሻапኃпреվи еሞелесаρор. SrF2. Fika patronuje Wywiad ukazał się w 5. numerze FIKI. Pyta: Lucyna Oporska Ewa Piotrowska – reżyser, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie, Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. Dyrektor Naczelny i Artystyczny Teatru “Baj” w Warszawie, wcześniej dyrektor artystyczny Teatru “Maska” w Rzeszowie. Laureatka programu “Młoda Polska” i Ogólnopolskiego Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Europejskiej (dwukrotnie), zdobywczyni “Lauru Dembowskiego”, nagrody przyznawanej przez ZASP (2009), uhonorowana brązowym medalem „Gloria Artis – Zasłużony Kulturze”. Jaką obserwuje pani aktualnie tendencję, jeśli chodzi o zainteresowanie rodziców i dzieci teatrem? Teatr to inny świat – świat stworzony na scenie. Ale właśnie przez tę swoją szczególność stanowi jednocześnie znakomite medium do poznawania tajemnic „rzeczywistego świata”. Może służyć jako narzędzie stymulujące rozwój dziecka. Ważne jest jednak świadome i mądre wprowadzanie dziecka w teatr. Proponowanie mu „teatralnego menu” dostosowanego przede wszystkim do jego wieku i jego potrzeb, czasem potrzeb tego konkretnego, indywidualnego dziecka. A kto najlepiej powinien te potrzeby dziecka znać? Myślę, że rodzice, opiekunowie. Odpowiedzialność za to „odkrywanie teatru” przez dziecko spoczywa właśnie na rodzicach, wychowawcach. Oczywiście to, czy dziecko teatr polubi, zależy od samego teatru, z którym ma kontakt, od spektakli. Bardzo często zdarza się, że rodzice przychodząc na spektakle nie zwracają uwagi na określoną przez teatr kategorię wiekową adresatów, czyli czy są one skierowane do dzieci od trzech, pięciu, sześciu czy od ośmiu lat. Ogromnie ważne jest, by te kategorie zachowywać i przychodzić na odpowiedni spektakl. Nie bez powodu każdy teatr grający dla dzieci przy każdym spektaklu ten wiek odbiorców określa. Często bywa tak, że dziecko jest zbyt małe do właściwego odbioru danego przedstawienia, przestraszy się i podczas spektaklu zaczyna płakać albo nie chce potem pójść do teatru, bo tam jest strasznie czarno i mu się nie podoba. Rodzic dochodzi do wniosku, że teatr nie jest dla jego dziecka odpowiednim miejscem, na czym dziecko traci. Dzieci, które zaczynają swoją przygodę z teatrem od spektaklu odpowiedniego do swojego wieku i możliwości odbioru, mają szansę odkryć fantastyczny świat. Później każde wyjście do teatru jest świętem i takie dzieci nie zadowalają się sztuką byle jaką. Bardzo cieszę się z tego, że w ostatnich latach wzrasta zainteresowanie rodziców teatrem i – co znamienne – młodzi rodzice chcą zaznajamiać z teatrem już niemowlęta. Teatry starają się wychodzić temu zainteresowaniu naprzeciw. Coraz więcej powstaje spektakli dla tak zwanych “najnajów”, czyli dla najmłodszych dzieci w wieku do 3 lat. Badania psychologiczne podkreślają pozytywny, stymulujący wpływ teatru na rozwój maluchów. Oczywiście w tego rodzaju spektaklach konieczne jest stosowanie środków teatralnych odpowiadających percepcji świata tych najmłodszych odbiorców. Ta tendencja we współczesnym teatrze dla dzieci mnie osobiście bardzo fascynuje. Jak zainteresować starsze dzieci teatrem, jeśli mają w alternatywie kino, pozornie atrakcyjniejsze? Kino i teatr to różne sztuki, których moim zdaniem nie należy porównywać pod względem „lepszości”, gdyż każde przedstawia inną wartość. Czy znalazła pani klucz do zainteresowania dzieci i podtrzymywania tego stanu? Klucza na pewno nie ma, tak jak nie ma recepty na dobry teatr czy udane przedstawienie. Wierzę, że jeśli dziecko otrzyma odpowiednie przygotowanie w pierwszych latach życia, to później też jest zainteresowane spotkaniem z teatrem, pod warunkiem, że ten teatr będzie poruszał problemy, które są mu bliskie, tematy adekwatne do jego wieku. Ważna jest też forma spektakli. Uważam, że warto dostosowywać scenografię do współczesnej plastyki, do nowej estetyki, poszukiwać nowych środków wyrazu, bliskich dzisiejszym nastolatkom. To nie jest proste zadanie, bo oczywiście nie chodzi tu o to, żeby w każdym spektaklu używać ekranów do projekcji multimedialnych. Ważne jest również, żeby sięgać do dobrej współczesnej literatury dla dzieci i młodzieży. Aktualnej literatury, czytanej właśnie przez dzieci starsze. Obserwacja tendencji czytelniczych może być dobrą podpowiedzią dla twórców teatru. Istotne jest, aby ludzie teatru śledzili uważnie, co się wokół dzieje, obserwowali wnikliwie rzeczywistość, która nas otacza, podejmowali w teatrze ważne, współczesne problemy i próbowali zainteresować nimi dzieci czy młodzież. Myślę, że pewna korelacja między teatrem a współczesnym światem jest ogromnie ważna, bo stwarza szansę na to, że teatr podejmie tematy interesujące młodego widza. Co zmieniło się w funkcjonowaniu teatrów lalek na przestrzeni ostatnich lat, biorąc pod uwagę pani doświadczenie (Teatr Maska w Rzeszowie)? Pojawiło się rozróżnienie na teatr lalek i teatr dziecięcy. Teatr lalek przestał być już tylko teatrem dla dzieci. Pole do teatralnego działania, jakie stwarzają lalki, jest bardzo szerokie, są źródłem tak wielu możliwości artystycznego wyrazu, że zafascynowały także dorosłych widzów. Coraz mniej dziwi fakt, że na przedstawienie dla dorosłych można wybrać się do teatru lalek. Baj zawsze był postrzegany jako klasyczny teatr lalkowy dla najmłodszych, dla przedszkolaków od 3 roku życia. Obecnie w związku z pojawieniem się nurtu spektakli dla jeszcze młodszych dzieci – od 1 do 3 roku życia, o którym mówiłam wcześniej, jest to już druga kategoria wiekowa widza dziecięcego. Ciekawym i ważnym zjawiskiem ostatnich lat jest fakt powstawania coraz większej ilości prywatnych grup teatralnych, działających na zasadzie stowarzyszeń, organizacji pozarządowych. Stanowią również pewien rodzaj konkurencji dla teatru instytucjonalnego. Poziom realizowanych w tych teatrach spektakli bywa bardzo wysoki, nie ustępują teatrom dotowanym z budżetu państwa. Jest to w sumie pozytywne zjawisko, konkurencja sprzyja zwykle podnoszeniu jakości. Poza tym na funkcjonowanie teatru, zwłaszcza instytucjonalnego, wpływ mają także regulacje prawne, ogólne zasady polityki kulturalnej państwa. W tej chwili zmienia się uchwała dotycząca działalności instytucji kultury, więc bardzo wiele się zmieni w najbliższym okresie w funkcjonowaniu teatrów, nie tylko dziecięcych. Jesteśmy w ciekawym okresie przemian, które dla nas wszystkich nie są jeszcze do końca jasne, więc trudno przewidzieć, jakie będą ich konsekwencje. Czy i czym różnimy się od teatrów dla dzieci na świecie? Jest dużo różnic i dużo podobieństw. Mogę opowiedzieć o moim doświadczeniu z pobytu w Meksyku, gdzie współpracowałam z różnymi teatrami i przyznaję, z pewną satysfakcją, że polski teatr lalek, czy szerzej: polski teatr dla dzieci, stoi na dużo wyższym poziomie. Meksykanie dopiero odkrywają teatr dla dzieci. Inspirują się Europą, nie mają szkół teatralnych kształcących twórców teatru lalkowego. W Polsce są tego rodzaju szkoły, czyli istnieje podstawowa edukacja w dziedzinie teatru dziecięcego oraz teatru lalek i teatru formy. Meksykanie za to mają coś, co u nas dawno zaniknęło, a mianowicie rodziny lalkarskie, które z pokolenia na pokolenie przekazują sobie tradycję lalkową. Około osiemdziesiąt procent przedstawień lalkowych w Meksyku wykorzystuje tradycyjne formy, wywodzące się z kultury ludowej. Ciekawostką jest fakt, że jedyna prywatna szkoła teatru lalek w Meksyku została stworzona przez Argentyńczyka, ponieważ w Argentynie teatr lalek jest bardzo wysoko cenioną sztuką, mającą bogatą tradycję. W Meksyku uważa się, że najlepszy teatr lalek jest albo na Zachodzie, albo w Argentynie. Ja nie podzielam tej meksykańskiej opinii. Widziałam kilka przedstawień z Argentyny i rzeczywiście poziom jest dużo wyższy niż w Meksyku, ale – szczerze powiedziawszy – uważam, że Argentyńczycy mogliby się trochę od nas nauczyć. Uważam za bardzo istotne dla polskiego teatru lalek, że udało nam się przez ostatnie pół wieku stworzyć szkoły wyższe uczące rzemiosła lalkarskiego i zajmujące się problematyką teatru dziecięcego; że powstało wiele instytucji, które zajmują się teatrem dla dzieci i ten teatr wspierają. Dzięki temu tworzenie teatru dla dzieci ma rangę profesjonalnej pracy teatralnej i tak powinno być. Ale mamy jeszcze sporo do zrobienia w kwestii teatru dla najmłodszych. Istnieje takie przekonanie, z którym się zgadzam, że jeśli zaszczepi się w człowieku „za młodu” miłość do teatru i do sztuki w ogóle, to później to procentuje w dorosłym życiu – mamy świetnych artystów i świadomych odbiorców sztuki. Myślę, że możemy się także sporo nauczyć od Niemców czy Francuzów, nasi lalkarze inspirują się sztuką niemieckiego i francuskiego teatru lalek, ale nie tylko… Polski teatr, co jest bardzo cenne, poszukuje stale nowych środków wyrazu w teatrze lalek, czy szerzej: w teatrze formy, dążąc do porozumienia między teatrem a współczesnym widzem. Co jest kryterium doboru repertuaru w Teatrze Baj? Zawsze uważałam, że należy łączyć sztukę współczesną z klasyką i umieć zachować pomiędzy nimi równowagę. Przy doborze repertuaru istotne jest dla mnie, aby mieć propozycje dla widzów w różnym wieku oraz zapraszać ciekawych artystów, realizatorów. Na tym się skupiłam. Ostatnio bardzo mi zależy na teatrze dla najnajmłodszych. Jest to też nasze poszukiwanie innego widza. Moje myślenie o repertuarze jest również odpowiedzią na badania rynkowe, badania potrzeb. Staram się uważnie śledzić to, co się wokół dzieje. Proszę opowiedzieć o projekcie „Dziecko – teatr – świat. Ponad barierami” i powstałym w ramach tego projektu spektaklu “Świat Garmanna”. Temat rzeka. Najpierw były książki Stiana Hole, potem pojawił się pomysł, żeby zrobić na ich podstawie przedstawienie. Wszyscy mówili, że jestem szalona, że to nie jest literatura, która nadawałaby się do wystawienia na scenie. Stwierdziłam, że jeśli wszyscy tak uważają, to właśnie należy się za to zabrać. Najbardziej zafascynowało mnie, że Hole w bardzo prosty sposób mówi o rzeczach podstawowych, ale trudnych, np. o śmierci, o dorastaniu, o lękach, o tym, że możemy się bać, że mamy prawo do tego, że pierwszy dzień w szkole może przerażać. Hole zwraca uwagę, że będąc dziećmi możemy zastanawiać się nad problemem starości, pierwszego zauroczenia, pierwszej miłości. Te wszystkie sprawy zostały poruszone w spektaklu. W ramach projektu zostały również przeprowadzone warsztaty dla wybranych grup dzieci, które obejrzały spektakl. Rozmowy i działania prowadzone podczas warsztatów sprawiły, że dzieci otworzyły się i mówiły o tym, czego się boją i próbowały się tym strachom, lękom przyjrzeć. Przede wszystkim uświadomiły sobie, że każdy się czegoś boi i ma do tego prawo. Okazało się, że jeden chłopiec, który przeżył śmierć taty, po raz pierwszy od pół roku zaczął o tym mówić; uświadomił sobie, że ma prawo do tego smutku, że to nie jest dziwne uczucie. Efekty spektaklu i warsztatów, które zostały podsumowane potem badaniami ewaluacyjnymi, okazały się bardzo interesujące. Ewaluacja wydobyła przede wszystkim wymiar terapeutyczny projektu. Wskazała na przykład zmianę stosunku dzieci do osób starszych. Ta kwestia wizerunku osoby starszej jest istotna w spektaklu i ciekawe jest, w jaki sposób dzieci ją odbierają. Jedna z pierwszych scen spektaklu przedstawia taniec trzech ciotek Garmanna, pań w podeszłym wieku, z balkonikami. Ktoś dorosły miał nawet spostrzeżenie, że w tej scenie naśmiewamy się z osób starszych. Dziecko jednak inaczej odbiera ten wątek spektaklu, utożsamia się z Garmannem i przeżywa relacje z osobami starszymi w podobny sposób jak główny bohater: najpierw widzi starszą osobę jako zdziwaczałą, a potem zaczyna się z nią zaprzyjaźniać, jak Garmann z Panem Znaczkiem. Poznaje, że od doświadczonego, starszego człowieka może się wiele nauczyć, może liczyć na jego pomoc i wsparcie w kłopotach. Badania ewaluacyjne wykazały, że wśród dzieci, które brały udział w projekcie, wzrosła empatia i szacunek wobec starszych. Jakie różnice zauważyła pani w reakcjach widowni polskiej i norweskiej? Tak, trzeba zaznaczyć, a o tym nie wspomniałam, że spektakl „Świat Garmanna” był prezentowany w Warszawie i w Oslo. Różnice w odbiorze dobrze są widoczne na przykładzie ostatniej sceny spektaklu, w której ma miejsce pierwszy pocałunek Garmanna i Johanne. Polskie dzieci podczas tej sceny krzyczą: „Ooo! Całują się, całują!”. A dzieci w Norwegii po przedstawieniu zostawały i chciały rozmawiać o tym z Garmannem. Tu ujawnia się różnica kulturowa. My boimy się mówić o pierwszym dotyku i emocjach z nim związanych. Dzieci norweskie wykazały się większą otwartością. Jeszcze inna reakcja wystąpiła u dzieci z rodzin muzułmańskich, które obecne były na widowni w Oslo – dziewczynki zasłaniały twarz, żeby nie patrzeć na scenę pocałunku. Czy również były widoczne różnice w organizacji pracy związanej z projektem? Ciekawą sprawą było poznanie kultury norweskiej. Wybraliśmy się do naszych partnerów, by się zaprzyjaźnić, wzajemnie poznać. Projekt trwał dziesięć miesięcy. W trakcie pracy organizacyjno-administracyjnej poznaliśmy, jak funkcjonują zwyczaje i zasady w naszych krajach. Na przykład my musieliśmy nauczyć się tego, że nie możemy dziesięciu pytań wystosować w jednym mailu. Norwegowie wolą dostać dziesięć pytań w oddzielnych mailach. Norwegowie dziwili się naszej biurokracji – olbrzymim ilościom pieczątek, podpisów, parafek itd. W Norwegii pieczątki bardzo rzadko są stosowane. Jeśli chodzi o stronę artystyczną, to współpraca była bardzo ciekawa i owocna. Uczyliśmy się od siebie nawzajem profesji aktorskiej na organizowanych w tym celu warsztatach. Dla mnie, jako reżysera, bardzo ważne i inspirujące było spotkanie ze Stianem Hole, które miało miejsce na początku realizacji projektu, realizacji spektaklu. Okazało się, że mamy wiele ze sobą wspólnego, że dobrze się rozumiemy. Stian przyjechał na premierę „Świata Garmanna”. Najlepiej oddają rodzaj naszego artystycznego porozumienia słowa Stiana wypowiedziane po obejrzeniu spektaklu: „Zobaczyłem swoje własne myśli na scenie. To niesamowite uczucie. Dziękuję”. Było to dla niego doświadczenie pełne emocji. Pomimo tak dużej różnicy kulturowej, znaleźliśmy z norweskimi twórcami porozumienie, na przykład w kwestii rozumienia czasu scenicznego. Bardzo pomocna była pani choreograf, Kjersti Engebrigtsen. Kiedy wchodziła na scenę, miała w sobie ten norweski rytm, zdecydowanie wolniejszy od naszego. Uspokajała rytm poszczególnych scen. Ten spokój może być męczący dla naszego odbiorcy, ale po analizie całości spektaklu, rodzaju przedstawionej historii widać, że jest niezbędny. Ważne jest to, że spektakl po projekcie żyje. Odwiedził kilka festiwali teatralnych – “Maskaradę” w Rzeszowie, “Teatralną Karuzelę” w Łodzi, XXV Ogólnopolski Festiwal Teatrów Lalek w Opolu, gdzie Kamil Król zdobył wyróżnienie aktorskie za rolę Garmanna oraz V Międzynarodowy Festiwal Sztuk Współczesnych dla Dzieci i Młodzieży “KON-TEKSTY” w Poznaniu, na którym otrzymał “Nagrodę za rozbudzanie wrażliwości dziecka”. Bardzo ważnym wyróżnieniem dla “Świata Garmanna” jest ATEST Polskiego Ośrodka Międzynarodowego Stowarzyszenia Teatrów dla Dzieci i Młodzieży ASSITEJ – czyli Świadectwo Wysokiej Jakości i Poziomu Artystycznego. Jest to nagroda przyznawana co rok wyróżniającym się spektaklom dla dzieci i młodzieży zrealizowanym w polskich teatrach. W 2010 roku została pani uhonorowana brązowym medalem „Gloria Artis – Zasłużony Kulturze” za wkład w rozwój polskiego teatru lalek – jakie to ma dla pani znaczenie? Poczułam się bardzo wyróżniona. Najczęściej takie medale są wręczane starszym osobom i kojarzyły mi sięz przejściem na emeryturę. Brązowy medal jest jednak przyznawany młodym twórcom i czuję się zaszczycona, że otrzymałam tę nagrodę. Cieszę się, że ktoś zauważył moją pracę. Dla mnie jest to zewnętrzny znak, że moje poszukiwania w obrębie teatru formy, działania podejmowane w kierunku uwspółcześniania teatru, poszukiwania nowych środków wyrazu to właściwa droga. Czasami, podążając tą drogą, czułam jakbym była przeniesiona w czasie i wykonywała pracę Siłaczki z noweli Żeromskiego. Ta nagroda zdarzyła się w ważnym momencie, minął rok od objęcia przeze mnie dyrekcji Teatru Baj, po uprzedniej trzy i półrocznej dyrekcji artystycznej w Teatrze Maska w Rzeszowie. Poczułam więc, że ta praca, którą wykonałam w Rzeszowie, była ważna, znacząca i miała sens. Oczywiście czuję również odpowiedzialność i zdaję sobie sprawę, że mam jeszcze wiele do zrobienia. W rozmowie z Ewą Świerżewską ( wspominała pani o jednym ze swoich marzeń, a mianowicie o teatrze dla dorosłych w Baju – od rozmowy w lutym minie rok, czy są jakieś realne szanse na spełnienie tego pragnienia? Okazało się, że marzenie może być realne. Udało mi się zaprosić do realizacji bardzo ciekawych młodych twórców Marcina Bikowskiego i Marcina Bartnikowskiego. Mają bardzo interesujący sposób myślenia o teatrze, ale nie są związani z teatrem instytucjonalnym. Założyli niezależny Teatr Malabar Hotel, wcześniej byli związani z Kompanią Doomsday. Dużym wyzwaniem było namówienie ich, by zechcieli pracować w teatrze instytucjonalnym, gdyż byli trochę zrażeni swoimi wcześniejszymi doświadczeniami. Prowadziliśmy długie rozmowy. Wspólnie wybraliśmy “Arszenik” z kilku powodów. Teatr Bartnikowskiego i Bikowskiego był zawsze kojarzony jako poważny, niedostępny, niezrozumiały i chcieli zrobić coś, co będzie w kontrze, czyli dowcipną, znaną historię, ale chcieli zrealizować ją w oryginalny sposób, oczywiście w teatrze formy. Marcin Bartnikowski napisał sztukę inspirowaną komedią Kessleringa “Arszenik i stare koronki”, historią uroczych staruszek, które w swej wielkoduszności częstują smutnych, samotnych, starszych panów arszenikiem, żeby pomóc im przenieść się do lepszego świata. “Arszenik” Bartnikowskiego wysnuwa z tej bazowej historii inną historię, wydobywa inne problemy, zagęszcza ją, ale zachowuje klimat czarnej komedii. 20 lutego 2011 r. wraz z premierą “Arszenika” rozpoczął się nowy etap w życiu Teatru Baj, ponieważ premiera sztuki dla dorosłych nie miała w nim jeszcze miejsca. Wiele osób przyszło z ciekawości, co to takiego jest, jak ten teatr lalek dla dorosłych wygląda. Okazało, że spektakl jest atrakcyjny zarówno dla młodzieży, która jest zainteresowana formą animacji, jak i dla ludzi starszych, którzy przychodzą z sentymentu, by odświeżyć sobie tę komedię. We wrześniu tego roku miała miejsce premiera spektaklu “Tymoteusz wśród ptaków” – o czym opowiada i jakie problemy porusza spektakl? Główny bohater, ukochany przez dzieci Miś, boryka się z problemami takimi, jak każdy maluch. “Tymoteusz wśród ptaków” opowiada o podrzuconym przez kukułkę jajku, które znajduje Miś Tymoteusz. Widzi on, że wszystkie ptaki opiekują się jajkami, więc wnioskuje, że nie można zostawić takiego porzuconego jajka i postanawia się nim zaopiekować. Wszystko jest dobrze do momentu, kiedy nie pojawia się Tata, który mówi, że misie jajek nie wysiadują, że to przecież hańba i cały las będzie się śmiał. Od tej pory zaczynają się problemy. To nie jedyny problem, z jakim boryka się nasz bohater. Na jajko poluje Lisica, oczywiście nie w celach opiekuńczych, ale kulinarnych. Cała sprawa toczy się więc o wysiadywanie jajka. Na końcu wykluwa się mała kukułka, którą, jak się okazuje, wysiedzieli Tymoteusz i Lisica. Wszyscy oczywiście uważają, że stare zwyczaje zostały zaburzone. Ta historia osnuta wokół „problemu jajka” z jednej strony dotyczy odpowiedzialności i otoczenia opieką osamotnionego czegoś-kogoś, co-kto nie należy do nas, a nas potrzebuje, z drugiej strony zwraca uwagę na to, że młody człowiek może przełamać pewne zwyczaje i wnieść nowe zasady. Dzieciaki uwielbiają Tymoteusza. Czy według pani Misia Tymoteusza można nazwać kultowym? Jest absolutnie kultowym bohaterem i mimo upływu czasu problemy, z jakimi się styka, nie zmieniają się. Autor Jan Wilkowski był fantastycznym dramaturgiem i świetnie wyczuwał tematy dziecięce. Napisał sześć sztuk o przygodach Misia. Może kiedyś uda się nam zrealizować wszystkie, jak na razie mamy w repertuarze dwie. Czy zdarzyły się jakieś nieprzewidziane sytuacje, niespodziewane reakcje dzieci na spektakle? Zdarzają się różne sytuacje, ale nie traktujemy ich w kategorii nieprzewidywalnych. Wychodzę z założenia, że dziecko ma prawo do przeżywania swoich emocji podczas przedstawień i nie jestem zwolennikiem uciszania młodych widzów w teatrze. Dzieci bardzo często krzyczą podczas spektakli, podpowiadają bohaterom, co powinni zrobić, czasami płaczą, bo się wzruszą, a czasami płaczą, bo temat przedstawiania jest im bliski. Potrafią kilkakrotnie obejrzeć ten sam spektakl. Ktoś mi opowiadał historię dziewczynki, która obejrzała przedstawienie trzydzieści razy, bo miała pewien problem i chciała wszystko dobrze zrozumieć. Czasami dzieci chcą się przytulić po przedstawieniu do bohatera, którego polubiły. Znam historię pewnej dziewczynki, której ojciec był aktorem i gdy była na jednym z jego przedstawień, a tata grał właśnie, że umiera, zaczęła krzyczeć: “Nie zabijajcie mojego taty!”. Przeżyła w związku z tym wielką traumę, ale nie każde dziecko ma tatę aktora… Scenografia w teatrze buduje nastrój i atrakcyjność spektakli. Gdy dziecko zapragnie zostać “konstruktorem” i poznać tajniki oraz mechanizmy działania sceny, musi czekać aż do momentu studiów? Scenografia jest bardzo istotna, szczególnie w teatrze lalek, teatrze formy. Niekiedy zdarza się, że scenograf staje się ważniejszy od reżysera, co ma miejsce w teatrze na Litwie. W Polsce scenograf raczej uzupełnia wizję reżysera. Jeśli chodzi o wiedzę o teatrze, w tym o scenografii, lalkach, to młodzi widzowie mają okazję zdobyć ją w Teatrze Baj podczas spotkań w ramach programu edukacyjnego “Teatr wiem co to”. Dzieci zapoznają się wówczas z tajemnicami zakamarków sceny, z pracą i warsztatem aktora, z różnymi rodzajami lalek teatralnych i same próbują sztuki animacji. Dorastając, mamy zawsze parę koncepcji na swoje dorosłe życie, zazwyczaj są to spektakularne zawody, jak kosmonauta, pilot samolotu, szalony naukowiec etc., co później ma mało wspólnego z rzeczywistością. Jak było w pani przypadku – teatr był w pani głowie od początku czy może to rodzinna pasja? Zawsze byłam blisko teatru, od szkoły poczynając. Pierwszy był taniec, którym zajmowałam się do dwunastego roku życia. Najpierw sama chciałam tańczyć, a potem założyłam grupę taneczną i przygotowywałam choreografię. Zaczęłam przygotowywać taneczne przedstawienia, w których pojawiały się słowa i tak zrodził się we mnie teatr…, a potem studia w Akademii Teatralnej. Jaka sztuka, którą obejrzała pani ostatnio, poruszyła emocje, myśli i została trochę na dłużej w pani głowie? Wiele obejrzałam w ostatnim czasie przedstawień, ale spektaklem, który pozostał i poruszył moje emocje, był spektakl Philippe Genty “Nieruchomi podróżnicy”. Zupełnie nie spodziewałam się, że tak mocno we mnie zostanie. Jest to jeden z tych spektakli, o którym nie potrafię opowiadać, ale wiem, że zapamiętam go na bardzo długo. Na koniec chciałam jeszcze zapytać o plany repertuarowe na przyszłość: równowaga między klasyką i nieco odważniejszymi spektaklami, czy myśli pani nad inną proporcją i w ogóle kierunkiem? Myślę, że w moich wcześniejszych wypowiedziach przejrzyście opowiedziałam o zainteresowaniach i planach teatralnych. Może jeszcze zdradzę, że w najbliższym czasie planujemy realizację przedstawienia dla „najnajów”. A w tym sezonie teatralnym, w maju odbędzie się premiera „Emila ze Smalandii” Astrid Lindgren. Autorem adaptacji i reżyserem spektaklu będzie Konrad Dworakowski. Reżyserowane przez niego spektakle znakomicie trafiają do dzieci, są pełne energii, muzyki, dowcipu oraz zaangażowania w obronę praw dziecka – do radości, psot, pięknego dzieciństwa oraz własnego patrzenia i pełnego odczuwania świata z wszystkimi jego odcieniami. Sądzę, że przygody uroczego uparciucha ze Smalandii dorosłym przypomną dzieciństwo, a dzieci zainspirują do “dobrych pomysłów”.
Kiedyś dla młodych teatr był czymś wspaniałym, chętnie chodzili na wszystko, na co mogli. Teraz jest zupełnie inaczej – młodzież w takim miejscu zobaczymy chyba tylko wtedy, kiedy wybiorą się z przymusu, bo idzie cała szkoła. Co takiego się zdarzyło, że nastąpiła taka zmiana? Z pewnością, jeśli zapytamy osoby, które chodzą do szkół średnich czy gimnazjów, ile razy w życiu byli z własnej, nieprzymuszonej woli w teatrze, wyniki byłyby przerażające. Przecież według nich, nie ma tam nic do robienia, wystawiane sztuki dotyczą starszych dzieł, które nikogo z młodych nie interesują. Teatr jest zupełnie nieistotny i nieatrakcyjny dla młodzieży od spopularyzowania wynalazku braci Lumière. W każdej chwili przeciętny młody człowiek może pójść na seans filmowy. Wybiera to co mu się podoba, jaki ma nastrój i czego oczekuje po przeczytaniu recenzji (zakładając oczywiście, że takimi się kieruje). Jest to łatwe, wygodne i banalne wręcz. Po co więc komplikować sobie życie? Poza tym, nie ukrywajmy – chodzi również o cenę. Przeciętny licealista nie będzie wydawał majątku, kiedy może się okazać, że sztuka jest zwyczajnie nudna. Pieniądze wydać może na coś bardziej potrzebnego w jego ocenie – ciuchy, kosmetyki czy nowe gadżety, którymi pochwali się przed znajomymi. Sporą konkurencją dla tradycyjnych teatrów są chociażby teatry tańca, czy teatry tworzone przez amatorów w domach kultury czy tego typu instytucjach. Wstęp na takie spektakle jest przeważnie darmowy lub za drobną opłatą, co ma przyciągać młodzież. Kolejna rzecz – nie w każdym mieście znajdziemy dobry teatr, gdzie wystawiane sztuki są na wysokim poziomie, a aktorzy występujący to „gwiazdy”. Nie ujmuję tu oczywiście talentu tym, którzy mimo ciężkiej pracy się nie wybili na większych scenach – niestety zwyczajnie nie są oni doceniani. Szczerze mówiąc, jeśli nie mieszkamy w jednym z większych miast, nie ma takiej możliwości na dobre widowisko z ciekawą obsadą. Teraz tylko takie przyciągnęłyby rzeszę widzów. Już nie patrząc nawet na młodą publiczność, ale także tą starszą. Ostatnim elementem, który powoduje, że młodzi nie chodzą do teatrów, jest z pewnością fakt, iż jest to instytucja uważana jednak za dość przestarzałą. Ubiera się wtedy galowy strój, bądź coś bardziej odświętnego, trzeba się nienagannie zachowywać i dostosować do obowiązujących reguł. Teraz po prostu wiele młodych osób nie lubi czegoś takiego i powodem ich nieobecności na spektaklach może być właśnie to. Ja, jako młody człowiek z przykrością stwierdzam, że wśród moich znajomych jeśli znajdę dwie osoby, które pojawiają się czasem w teatrach, to będzie sukces. Sama rzadko się tam wybieram z prostego powodu – nie znalazłam jeszcze czegoś takiego, czym zainteresowałabym się na tyle, by wydać sporą kwotę i spędzić tam ponad dwie godziny. Podejrzewam, że nie jestem jedyna, a to naprawdę szkoda. W takich miejscach jak chociażby Warszawa, gra na deskach teatru jest wspaniała, ale co z tego, kiedy dzieli mnie od tego miejsca ponad pięćset kilometrów? By: Kinga Redaktor portalu. Czytanie książek, pisanie o nich, zajmowanie się kulturą i mediami, to moja codzienność. Nie czuję się w tym najlepsza, ale ciągle dążę do doskonałości. Największą miłością mojego życia jest sport, dla którego jestem w stanie zrobić wiele. Siatkówka, piłka ręczna, koszykówka, sporty zimowe… Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Kalendarium – Sierpień 2014Jak zachęcić młodych do czytania?Trollowanie – czy warto się tego obawiać? See all this author’s posts Komentarze komentarze Published by Kinga Redaktor portalu. Czytanie książek, pisanie o nich, zajmowanie się kulturą i mediami, to moja codzienność. Nie czuję się w tym najlepsza, ale ciągle dążę do doskonałości. Największą miłością mojego życia jest sport, dla którego jestem w stanie zrobić wiele. Siatkówka, piłka ręczna, koszykówka, sporty zimowe… Mogłabym wymieniać w nieskończoność. View all posts by Kinga
Problematyzowanie teatru dla młodzieży i szukanie nowych trendów, które warto wprowadzić na scenę Miejskiego Teatru Miniatura - to główne zadania nowego przeglądu teatru dla dzieci i młodzieży "Co nowego?". Imprezę w dniach 10-16 grudnia przede wszystkim w Teatrze Szekspirowskim zorganizował Teatr Miniatura. Formuła wydaje się słuszna, warto jednak rozbudować program teatralny. Sześciodniowy przegląd wypełniły pokazy spektakli teatralnych i dyskusje na temat teatru dla dzieci i młodzieży. Jednak proporcje pokazywanych spektakli (trzy spektakle organizatora przeglądu, w tym jeden z tytułów prezentowany dwukrotnie oraz trzy pokazy gościnne) zdecydowanie należałoby zmienić na korzyść spektakli gościnnych. W praktyce przedstawienia gościnne zamknęły się w niewielkim, lalkowym "Na Warmii... dawno, dawno temu" Olsztyńskiego Teatru Lalek, mającym silny ładunek edukacyjny "Über die Grenze ist es nur ein Schritt" z Hamburga oraz zdecydowanie najciekawszym pokazie festiwalu - przedstawieniu "Męczennicy", przygotowanym w koprodukcji przez Teatr Współczesny w Szczecinie oraz Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. Pierwszy ze spektakli "Na Warmii... dawno, dawno temu" stanowi tak naprawdę połączenie trzech baśni Marii Zientary-Malewskiej opowiadających o warmińskich jeziorach - Łansik, Skanda i Karaśnik. Opowieść ta odbywa się na miniaturowej scenie, w planie lalkowym. Wykorzystano misternie wykonane lalki z drewna, przypominające ludowe figurki. Pierwsza z baśni to nic innego jak lokalna wersja "Jasia i Małgosi" ze złą, niedowidzącą czarownicą, która uwięziła chłopca i chciała go zjeść na obiad, ale ciągle była niezadowolona, bo zamiast własnych palców podsuwał jej chude patyczki. Tak jak we wspomnianej bajce, czarownica sama kończy w piecu. Druga opowieść wspomina o rozbójnikach i tu bez trudu odnajdziemy inspiracje choćby przygodami Ali Baby i czterdziestu rozbójników. Najciekawsza i najbardziej efektowna (dzięki ptasim trelom) jest ostatnia baśń - o pustelniku, który pokutował za swoje grzeszne życie w pobliżu wspomnianego jeziora Karaśnik. Aktorzy Hanna Banasiak, Jagna Polakowska i Roman Wołosik grają poprawnie, nie wpadają w ekscytację wypowiadanymi kwestiami, umiejętnie animują postaci (przeważnie to laleczki trzymane w rękach, z różnymi ruchomymi częściami ciała). Ta miniaturowa opowieść niewątpliwie ma wiele uroku, jednak sporo traciła w wielkim, jak na skalę spektaklu, Teatrze Szekspirowskim. Choć oglądało ją niewielu widzów i aż się prosiło o bardziej kameralną przestrzeń przedstawienia. Zupełnie innego typu spektakl i aktorstwo zaprezentowali aktorzy Deutsches SchauSpielHaus w Hamburgu, którzy wystąpili w "Über die Grenze ist es nur ein Schritt" (czyli "Przez granicę już tylko jeden krok") w reżyserii Johana Heßa. To powoli rozkręcająca się opowieść o "obcym", w tym przypadku pochodzącym z Ghany Dede Affulu, który trafił do Hamburga razem z matką i siostrą Benedictą. Granice przekroczyli legalnie, z wizą turystyczną i z zamiarem nie wracania już do ojczyzny. Przez pomyłkę Dede myśli, że jest ścigany przez policję i ukrywa się przed nią, bo pojmanie przez policjantów groziłoby mu i jego rodzinie deportacją do Ghany. Jego niemiecka dziewczyna pomaga mu jak tylko może. Rodzina czeka na ojca Dede i Benedicty, który pozostał w kraju. Miesiące rozłąki przekonują ojca Dede do desperackiego kroku i za ostatnie uzbierane pieniądze wchodzi on na maleńką łódeczkę, którą wraz z kilkudziesięcioma innymi uchodźcami stara się przepłynąć Morze Śródziemne by dostać się do Europy, upragnionego lepszego świata, skąd do rodziny będzie już ojcowi Dede całkiem blisko. Jednak - jak w wielu podobnych przypadkach - do połączenia rodziny nigdy nie dojdzie. Przepełniona łódka zatonęła, grzebiąc nadzieje na wspólną przyszłość. Tekst napisał niemiecki dramaturg i pedagog Michael Müller. Pokazuje on sytuację "obcego" w europejskim mieście jego oczami. Aktorzy (urodzona w Polsce Karolina Fijas i ciemnoskóry Aljoscha Zinflou) grają bardzo blisko widzów, a cała scenografia nieprzypadkowo przypomina salę lekcyjną. Spektakl w Niemczech grany jest właśnie w szkołach - w salach lekcyjnych i na aulach, gdzie po spektaklu odbywa się pogadanka na temat przedstawienia. Aktorzy grają z emfazą, są przerysowani, krzykliwi. W dość jaskrawy sposób oddają emocje, z czasem jednak, gdy akcja nabiera dramatyzmu, umiejętnie je tonują. Przedstawienie zyskało spory rozgłos u naszych zachodnich sąsiadów. U nas takiej kariery by nie zrobiło, jednak trzeba przyznać, że tematyka spektaklu jest w Polsce (coraz bardziej multikulturowej) mimo wszystko jeszcze bardzo egzotyczna. Ostatni z gościnnych pokazów pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Sztuka Mariusa von Mayenburga "Męczennicy" w reżyserii Anny Augustynowicz w przenikliwy sposób kontrapunktuje postępującą laicyzację, przeciwstawiając jej drugą, niebezpieczną skrajność - fanatyzm religijny. Benjamin odmawia uczestnictwa w lekcjach pływania, twierdząc, że religia mu na to nie pozwala. Początkowo traktowana jako fanaberia zbuntowanego nastolatka fascynacja Biblią staje się rękojmią Beniamina. Chłopak zaczyna terroryzować uczniów (wyegzekwowanie jednoczęściowych strojów kąpielowych dla dziewcząt) i nauczycieli, z którymi prowadzi regularne wojny cytując wybrane fragmenty Pisma Świętego. Jego matka Irene kompletnie nie rozumie własnego syna, ale ślepo go broni, oskarżając winą za jego nietypowe zachowanie nauczycieli, szczególnie nauczycielkę biologii panią Roth, mającej z fanatycznym uczniem najwięcej problemów. Pani Roth jako jedyna zafascynowana jest przemianą Benjamina i usiłuje wejść z nim w polemikę. Chłopiec jest jednak głuchy na argumenty, co więcej, uznając ją za Żydówkę, postanawia ją zlikwidować, wykorzystując do tego niepełnosprawnego Georga. Postępująca fascynacja religijna Benjamina, czującego się powołanym do wielkich czynów (usiłuje dokonać cudu na wzór Jezusa Chrystusa) zaczyna coraz bardziej zagrażać otoczeniu. Spektakl Anny Augustynowicz ukazuje bezradność dorosłych (szczególnie pedagogów szkolnych), gdy utracą kontakt z dzieckiem wymykającym się standardom wychowawczym. Obnaża fasadowość prób podejmowanych w celu nawiązania z nim kontaktu i skłonność do poszukiwań łatwej recepty na problemy wychowawcze (matka Benjamina wierzy, że jej syn zażywa narkotyki, bo to tłumaczyłoby jego drażliwość i oderwanie od rzeczywistości). Spektakl bezlitośnie atakuje skrępowanych procedurami nauczycieli, pozbawionych często jakiegokolwiek realnego wpływu na młodzież oraz księży, niezdolnych do poprowadzenia poszukujących młodych ludzi w stronę Boga, co pchać ich może w stronę ślepego fanatyzmu. Zarówno spektakl niemiecki, jak i propozycja szczecińsko-wałbrzyska bardzo dobrze wpisywały się w główny temat przeglądu "Co nowego?" - dyskusję o teatrze dla młodzieży. To różne, odmienne formalnie i estetycznie propozycje, ukazujące różne możliwe formy "dialogu" z niepełnoletnim widzem. Przeglądu dopełniły debaty w gronie praktyków i teoretyków teatru dokumentalnego, teatru poświęconego społeczności lokalnej i teatru dla młodzieży. Formuła przeglądu wydaje się trafiona - spektakle i debaty (których pełen zapis dostępny jest na stronie internetowej Teatru Miniatura) pozwalają na nieco warsztatowy tryb uczestnictwa i problematyzowanie poruszanych tematów. Przegląd "Co nowego?" symbolicznie przeprowadził też publiczność z Europejskiego Centrum Solidarności, przez Gdański Teatr Szekspirowski, do nowo otwartego po remoncie Teatru Miniatura. Szkoda, że propozycje gościnne miały dużo słabszą frekwencję niż spektakle gospodarza przeglądu. Bez wątpienia warto jednak trzymać rękę na pulsie teatru dla dzieci i młodzieży i sprawdzać co jakiś czas, co nowego dzieje się poza Trójmiastem.
Data utworzenia: 30 maja 2016 (aktualizacja: 1 grudnia 2016) Wywiad z Panią Agatą Drwięga - specjalistą do spraw promocji i edukacji w Teatrze Animacji. Teatr Animacji w Poznaniu to teatr z tradycjami. W końcu jego początki sięgają 1945 roku. Dla miejscowych rodziców to jedno z najważniejszych miejsc na mapie kulturalnych atrakcji miasta. Nie bez powodu zyskało sobie renomę i grono wiernych bywalców. A jak się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat? Przede wszystkim zmieniła się dyrekcja Teatru Animacji, a to zawsze wiąże się ze zmianami w repertuarze i oznacza ewolucję w ogólnym charakterze pracy każdej instytucji. Marek Waszkiel zatrudnił na etacie dramaturga Malinę Prześlugę – uznaną dramatopisarkę sztuk dla dzieci i młodzieży. Ta decyzja automatycznie wiąże się z wprowadzeniem do repertuaru wielu nowych spektakli na podstawie jej tekstów. Niewiele polskich teatrów ma komfort stałej pracy z tak rozchwytywanym autorem. Ponadto dyrektor Waszkiel zaprosił do współpracy znakomitych reżyserów oraz scenografów teatru lalek, którzy już dawno zyskali uznanie w Polsce i na świecie, a dotąd byli nieznani poznaniakom. W sierpniu 2014 po raz pierwszy pracował tutaj MariánPecko – słowacki reżyser doskonale znany polskiej publiczności. Jego „Smoki” na podstawie tekstu Maliny Prześlugi ze scenografią EvyFarkašovej po raz kolejny będzie można obejrzeć w czerwcu. Ważną zmianą jest z pewnością również zmiana profilu Teatru Animacji – dotąd kojarzonego niemal wyłącznie z publicznością dziecięcą. Naszymi głównymi widzami oczywiście nadal pozostają dzieci, tymczasem teatr lalek może być atrakcyjny dla wszystkich grup wiekowych. Przekonają się o tym dorośli widzowie obecni na „Molierze” wybitnego lalkarza Neville’aTrantera, „Czarnych ptakach” wyreżyserowanych przez EricaBassa z amerykańskiego SandglassTheatre czy „Pastranie” w reżyserii Marii Żynel związanej z polską grupą Coincidentia. Od 2014 roku stałą publicznością TA stali się także najnajmłodsi (czyli dzieci mniej więcej do trzeciego roku życia), dla których mamy na razie dwie propozycje: „Soko loko” w reż. Beaty Bąblińskiej oraz „Zmyślankę” Marioli Fajak-Słomińskiej i Janusza Słomińskiego. Dyrektor Waszkiel zaprosił także do współpracy artystów już wcześniej związanych z tym miejscem – mam na myśli Marcina Jarnuszkiewicza (reżysera „Całego królestwa Króla”) czy wreszcie Martę Guśniowską, która 11 lat temu debiutowała na scenie TA jako autorka sztuki „Baśń o rycerzu bez konia”. Teraz po raz pierwszy wystąpiła w roli reżysera, w dodatku pracującego nad swoim własnym tekstem „A niech to Gęś kopnie!”. Scenografię wykonała znana poznańskiej publiczności wybitna litewska scenografka JulijaSkuratova. To przedstawienie okazało się niebywałym sukcesem – zostało docenione przez jurorów najważniejszych krajowych festiwali teatrów lalek; w ramach organizowanego przez Instytut Teatralny w Warszawie projektu Teatr Polska pokazaliśmy je w czternastu miejscowościach w całej Polsce, w których nie ma stale działających teatrów; spektakl spotkał się niezwykle ciepłym przyjęciem w Rosji i Montrealu (gdzie został zagrany po francusku). Przed „Gęsią” kolejne zagraniczne wyprawy – do Słowacji i Francji. Dyrektor Waszkiel dba o to, by TA był obecny na możliwie największej liczbie krajowych i zagranicznych festiwali. Dużym zainteresowaniem cieszy się od połowy miesiąca spektakl “Dziób w dziób”, nowość w Teatrze Animacji. Jak zarekomendowałaby Pani to przedstawienie tym, którzy nie mieli jeszcze okazji go zobaczyć? „Dziób w dziób” jest przede wszystkim bardzo ciekawym tekstem, w moim odczuciu jednym z najlepszych jakie do tej pory napisała Malina – na różnych poziomach można go czytać inaczej. Reżyserii podjął się Irek Maciejewski – znany poznaniakom ze względu na reżyserię uwielbianego przez przedszkolną publiczność spektaklu „Kto wysiedzi to jajo?”, artysta mający duże doświadczenie w pracy lalkami muppetowymi animowanymi nad parawanem. Kolorową scenografię z kolei zaprojektował Robert Romanowicz – ilustrator książek dla dzieci. Myślę, że najlepszą rekomendacją dla tego spektaklu jest szalona popularność, jaką cieszy się to przedstawienie wśród naszych widzów – jeśli ktoś chciałby go obejrzeć, musi poczekać do przyszłego sezonu, bo już dawno nie ma na niego biletów. Niezwykle ciekawy był także spektakl “Lustrzana chmura”. To nieco inna propozycja teatralna od pozostałych, której bliżej raczej do sztuki współczesnej. Nie ma tu zbyt wiele kolorów czy zabawnych postaci. Jest za to hipnotyzująca opowieść i muzyka, a cała oprawa skłania małego widza do uruchomienia pokładów wyobraźni. Z jakim przyjęciem spotkał się ten niełatwy jednak w odbiorze spektakl? „Lustrzana chmura” jest bez wątpienia wyjątkową pozycją w naszym repertuarze. Powiedziałabym, że taką, która w żaden sposób nie wpisuje się w stereotypowe myślenie o teatrze dla dzieci. Dorośli w relacji z dzieckiem często przypisują sobie prawo do „wiedzenia lepiej” – zazwyczaj wynika to naszej troski, poczucia odpowiedzialności za pociechę. Chcemy być dla dzieci przewodnikami po świecie, dlatego musimy wszystko zrozumieć i natychmiast umieć wyjaśnić, rzadko pozwalamy sobie na niepewność osądu. Tymczasem dzieci czerpią radość z zadawania pytań i odkrywania coraz to nowych obszarów rzeczywistości, a także z niepewności osądów – bo one umożliwiają stawianie nowych znaków zapytania. Twórcy „Lustrzanej chmury” zapraszają widzów do świata urządzonego zupełnie inaczej niż ten, który mamy za oknem – to świat zbudowany według zasad, jakie obowiązują w japońskich baśniach i legendach. Jego klimat tworzy czarno-biała scenografia Pavla Hubički oraz wykonywana na żywo przez aktorów muzyka skomponowana przez Adama Świtałę. To spektakl, który dzieci rozumieją lepiej i głębiej niż dorośli, ponieważ mają w sobie więcej otwartości i odbierają go poprzez własną wrażliwość i emocje – myślę że są to one są najważniejsze w kontakcie ze jesteśmy starsi, tym bardziej tracimy ten szósty zmysł. Na szczęście odwiedza nas wielu mądrych i wrażliwych rodziców, którzy ufają osądom swoich pociech, nawet jeśli sami nie do końca je rozumieją. Z tego co wiem sporym powodzeniem cieszyły się warsztaty rodzinne animujeMY. Dzieci mogły w czasie ich trwania zapoznać się z podstawowymi typami lalek jak np. pacynka, kukła, pyskówka czy marionetka. Jak maluchy dawały sobie radę ich “ożywieniem“? Warsztaty prowadził Artur Romański aktor Teatru Animacji, który ma duże doświadczenie w pracy z dziećmi. Zajęcia były przygotowane tak, by maluchy mogły spróbować ożywić każdą formę (Artur wybrał lalki, które nie były dla nich za ciężkie oraz parawan, który nie był zbyt wysoki). Oczywiście, że to nie było proste zadanie – inaczej każdy mógłby zostać lalkarzem! Jednak w tych zajęciach nie chodziło o to, by każdy świetnie sobie „poradził”. Chcieliśmy rozbudzić świadomość różnorodności form teatralnych oraz pokazać trudności, jakie wiążą się z pracą animatora. Przede wszystkim chodziło jednak o dobrą zabawę i pobudzenie wyobraźni najmłodszych – bo przecież lalka teatralna nie musi powstać w pracowni, może być nią także domowy pluszak albo poduszka. Czy w kolejnym sezonie także możemy spodziewać się teatralnych warsztatów dla dzieci? Tak, jak najbardziej. Na pewno będziemy kontynuować zajęcia Artura, myślimy także o rozbudowaniu programu warsztatów (chcielibyśmy zaprosić na nie także dorosłych), ale na mówienie o szczegółach jest jeszcze za wcześnie. A jakich nowości możemy spodziewać się w nadchodzącym sezonie? Póki co mamy zaplanowane trzy premiery w reżyserii zagranicznych wrześniu czeka nas premiera „Żabki” na postawie serii książek holenderskiego autora MaxaVelthuijsa w reżyserii FabrizioMontecchiego z włoskiego TeatroGioco Vita – to bez wątpienia najważniejszy europejski twórca teatru cieni. W listopadzie odbędzie się premiera sztuki inspirowanej mitologią słowiańską, którą wyreżyseruje Duda Paiva – znany na całym świecie brazylijski tancerz pracujący z lalkami ze specjalnej elastycznej (niemal magicznej) gąbki. To będzie pierwszy spektakl dla dzieci tego twórcy. Z kolei na początku roku 2017 odbędzie się premiera koprodukcji z HandspringPuppet Company z RPA – spektakl wyreżyseruje JanniYounge jego dyrektor. Dziękuję za rozmowę, życząc dalszych sukcesów! Dziękuję. Z panią Agatą Drwięga rozmawiała Agnieszka Damieszko-Charnock Fot. Jakub Wittchen Data modyfikacji: 1 grudnia 2016
czy teatr może być dziś atrakcyjny dla młodzieży